Kurna Chata to nie jest „polska restauracja” — to restauracja o jednym regionie. Podkarpacie to moje dzieciństwo i smaki, których nie da się podrobić. Wyjaśniam, co dokładnie przywieźliśmy stamtąd i dlaczego.

Prosiak — serce biesiady

Pieczony na ruszcie w osobnej komorze, 14 godzin na wolnym ogniu. Skórka chrupie, mięso rozpada się widelcem. Podajemy go z tradycyjnym okładem: chrzanem, ogórkami kiszonymi i domowym chlebem na zakwasie. To danie, dla którego goście wracają.

Kwaśnica na wędzonce

Kapusta kiszona w beczkach w naszej piwnicy od września, wędzonka od pana Zygmunta, ziemniaki i śmietana. Syci, rozgrzewa i smakuje jak w Bieszczadach — bo dokładnie tam szukaliśmy receptury.

Nalewki z domowej spiżarni

Śliwkowa, pigwowa, tarninowa i z derenia — leżące w beczkach po 2–3 lata. Degustacja trzech nalewek to osobna mini-atrakcja w lokalu. Goście zagraniczni zabierają je w bagażu jak polskie whisky.

Kuchnia Podkarpacia nie potrzebuje marketingu — potrzebuje tylko dobrego pieca i cierpliwości.

Lasy podkarpackie na talerzu

Borowiki, podgrzybki i maślaki trafiają do nas w ciągu 36 godzin od zbiorków. Dziczyzna — dzik, sarna, zając — z nadleśnictw regionu. To najdroższe surowce w karcie i warte każdej złotówki.

Dlaczego Podkarpacie

Bo to kuchnia szczera — tłusta, kwaszona, wędzona, bez pretensji. W regionie, który historycznie łączył wpływy polskie, ruskie, łemkowskie i żydowskie, jedzenie zbudowało się na tysiącletnich tradycjach. Wrocław jest od tego daleko — my przybliżamy.